Każdego, kto zasiądzie za kierownicą nowoczesnego Renault 4, obowiązuje niepisana zasada: uśmiechaj się i machaj. To nie tylko uprzejmość. Jest to protokół obowiązkowy.
Samochód zawsze cieszy oko. Wygląda jak małe pudełko radości. A tym lepiej, że wciąż jest to na tyle rzadkie, aby wyróżniać się bez bycia banalnym. Dlatego też, gdy zauważysz ją na nadjeżdżającym pasie, interakcja zachodzi naturalnie. Ukłon. Piątka. Ciche potwierdzenie, że oboje rozumiemy, o co nam chodzi.
Jak często pojazd jest w stanie stworzyć takie natychmiastowe koleżeństwo?
Większość nowoczesnych samochodów jest niewidoczna. Dołączasz do przepływu i znikasz. Ale Renault 4 jest inne. Zmusza Cię do nawiązania połączenia. Nie czułem tego poczucia przynależności, odkąd jeździłem Jeepem Wranglerem. A może Mini Cooper. Są to inne rzadkie rasy samochodów, które kultywują przyjazną społeczność kierowców znających swoje kody.
Ale to? To nowe zjawisko.
W ciągu kilku miesięcy posiadania Renault 4 oficjalnie stałem się częścią tej grupy. Społeczność jest przyjazna. Uznanie jest realne. Wsiadasz, jedziesz, a nieznajomi machają do ciebie. To jak dołączenie do tajnego klubu, do którego każdy chce dołączyć.
Renault 4 stwarza wśród swoich kierowców wyjątkowe poczucie wspólnoty.
Może jest coś lepszego?
Ledwie. Przynajmniej w tym segmencie. Większość pojazdów elektrycznych jest cicha i anonimowa. Ten wydaje dźwięki. Nie przez silnik, ale przez jego obecność. Żąda reakcji. A reakcja jest zawsze pozytywna.
Jedziesz spokojną drogą. Widzisz zbliżające się Renault 4. Twoja ręka podnosi się automatycznie. Nawet o tym nie myślisz.
Dlaczego to jest ważne? Ponieważ dzięki temu prowadzenie samochodu znów staje się człowiekiem. Spędzamy mnóstwo czasu w metalowych pudłach, ignorując się nawzajem. Renault 4 przełamuje to zaklęcie. Dzięki temu dojazd staje się powitaniem.
Jestem podekscytowany możliwością bycia członkiem tego klubu. Ikona ma teraz sens.























